Większość użytkowników patrzy na obudowę, przetłoczenie, maskę samochodu i próbuje od razu „odrysować” finalny kształt. A końcowy kształt jest najczęściej efektem interakcji kilku powierzchni, które się przecinają, odejmują, nakładają, wygładzają.
To trzeba zauważyć!
Mój wpis powstał na bazie doświadczeń z modelem z jednej z firm. Osoba projektująca górną pokrywę urządzenia od razu rysowała wszystko tak, jak powinno to wyglądać na końcu. W wyniku takiego podejścia powierzchnia się bardzo deformowała.
Postaram się zobrazować problem poniżej. Oczywiście mój przykład nie odzwierciedla tego wspomnianego - tamten był o wiele bardziej skomplikowany. Ale chodzi wskazanie optymalnego podejście w podobnych sytuacjach.

Ja to zawsze widzę inaczej: najpierw gładka, czysta powierzchnia bazowa, a dopiero potem druga i kolejna powierzchnia, która ją przecina i wycina docelowy profil. To jest jak rzeźbienie – nie zaczynasz od detalu, tylko od bryły, którą dopiero formujesz.
W tym przypadku zamiast jednego wyciągnięcia utworzyłem dwie powierzchnie bazujące na tych samych krzywych, które później wzajemnie przyciąłem.


Efekt? – łatwiej kontrolować krzywizny, – łatwiej utrzymać ciągłość, – łatwiej poprawić kształt, – mniejszy wpływ jakości i ilości segmentów szkicu na geometrię.
Skomplikowane kształty powstają szybciej, gdy traktujesz je jako wynik przecięcia kilku prostszych powierzchni, a nie próbę narysowania gotowego obiektu.

To jedna z tych zasad, które robią ogromną różnicę w surfacingu – i im szybciej ktoś ją zrozumie, tym mniej walki z geometrią ma przed sobą.







0 Komentarzy